Niedawno Euro RSCG Worldwide opublikowało raport „KNOW: The Emergence of the New Consumer”. Pokazuje on nowe nawyki konsumentów, którzy coraz bardziej świadomie podchodzą do zakupów. Wyniki badania świadczą również o tym, że współcześni konsumenci są znudzeni kulturą popularną oraz powierzchownymi relacjami jakie marki budują ze swoimi klientami. Nowe oczekiwania wpływają na nowy sposób konsumpcji oraz wymagania wobec komunikacji z markami:
72% wszystkich badanych deklaruje, że podczas zakupów dokonuje swoich wyborów bardziej starannie i świadomie niż dawniej.
63% respondentów uważa się za dużo bardziej wymagających konsumentów niż rok temu.
57% ankietowanych przyznaje, że wybierając produkty decydują się na te produkowane lokalnie.
Siedmiu na dziesięciu respondentów (w tym 87% ankietowanych ze Stanów Zjednoczonych) twierdzi, że oszczędzanie pieniędzy sprawia im przyjemność.
Ostrożność konsumentów ma również swoje odzwierciedlenie w mediach społecznościowych – 79% przez zakupem produktu, dokładnie analizuje opinie o nim w sieci, aż 57% bardziej ufa anonimowym rekomendacjom klientów znalezionym na portalach społecznościowych niż zaleceniom ekspertów.
Gdyby więc na podstawie raportu Euro RSCG Worldwide pokusić się o charakterystykę Nowego Konsumenta, do jego cech na pewno należałoby zaliczyć: świadomość, asertywność i odpowiedzialność.
Na koniec autorzy badania dają również kilka rad marketerom i specjalistom od komunikacji.
Konsumpcja jest dziś wielowymiarowa. Konsument podczas zakupów nie myśli już tylko o tym jaki produkt kupuje, ale kto, w jakich i zgodnie z jaką polityką warunkach go wyprodukował.
Konsumenci szukają w markach partnerów. Oczekują od nich dialogu, a nie monologu.
Konsumenci chcą aby ich marki działały zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju.
Konsumenci szukają marek, które pomogą mu zmienić rzeczywistość.
Konsumenci oczekują od marek społecznego zaangażowania.
Kiedyś blipem i twitterem. Dzisiaj Facebookiem. Prostymi narzędziami łatwo się zachwycić. Zwłaszcza kiedy nie ma finansowej bariery wejścia. Bo przecież założenie konta na Facebooku, twitterze czy blipie nic nie kosztuje. Eksperymentować można więc do woli.
Doceniam i zawsze promowałem filozofię pt. zastanów się ile kosztuje Cię, albo kosztować może to, że Cię nie ma w social media. Jednak jeszcze bardziej podoba mi się staropolskie przysłowie: kiedy wchodzisz między wrony, kracz tak jak one. Jeśli więc przyjdzie Ci kiedyś do głowy pomysł: chcę z moją marką być na Facebooku… pomyśl o wronach:)
Dlaczego? Otóż… przed momentem wszedłem na swoje konto prywatne na Facebooku i zobaczyłem to co zwykle. Ścianę wypełnioną contentem. Ten content pochodzi w 90% z innych miejsc w sieci. Z youtube, z blogów, z serwisów internetowych, z forów, z Demotywatorów… To są pierwotne źródła treści dla tego co na co dzień widzimy na Facebooku.
Nie możemy o tym zapominać. Żeby prowadzić ciekawe działania na Facebooku, trzeba mieć coś ciekawego do powiedzenia (banał). Dlatego czasem zastanawia mnie dlaczego blogowanie korporacyjne nie rozwinęło się w Polsce tak bardzo jak marketing Facebookowy. Jasne, że Facebook potrafi dobry content wypromować w mgnieniu oka poprzez swoje mechanizmy “podaj dalej” i generalnie swoją sprzyjającą “viralowości” konstrukcję. Ale były też takie czasy kiedy Gazeta.pl i inne duże media internetowe chętnie promowały blogi i blogerów i content równie szybko podróżował po sieci.
Dziś, mimo Facebookowego szaleństwa, blogi nadal stanowią bardzo istotną siłę na rynku (nie bójmy się tego określenia) mediów. Bo przecież każdy bloger (korporacyjny też) może spiąć sobie bloga z Facebookiem (tak jak Maciej Samcik, dziennikarz Wyborczej), blipem, twitterem i wszystkim co możliwe. I może w każdym serwisie promować swój content, a dyskusji wcale nie musi prowadzić pod postem w swojej domenie.
Dlaczego więc ilość tworzonego contentu nie zawsze idzie w parze z tym jak szybko rozwija się marketing i PR Facebookowy? Pewnie dlatego, że Facebook jest narzędziem, które swoją konstrukcją (read fast – digest faster) trochę przyćmił niedociągnięcia contentowe. Ale prawdziwy sukces odnieśli w tym serwisie Ci, którzy wyszli od pomysłu, który porwie ludzi. Nie od narzędzia. Ot choćby taka Puma, czy Chase…
Ładne biuro – fajna rzecz. Wiedzą o tym między innymi pracownicy Google, czy Unilevera. Od początku czerwca również my cieszymy się nowymi, powiększonymi i odświeżonymi przestrzeniami.
Szaro, buro i ponuro… czyż nie tak czujemy się przez większą część roku w swoim najbliższym otoczeniu? Czy to może być jakąś inspiracją dla speca od komunikacji? Okazuje się, że to nie tylko świetna inspiracja marketingowa, ale i CSRowa.
Euro RSCG Worldwide podjęło się ambitnego zadania pokolorowania świata na nowo i chce do tego zaangażować każdego, kto będzie chętny „podwinąć rękawy”. Let’s Colour Project to inicjatywa stworzona dla marki Dulux. Integruje konsumentów, artystów, organizacje i społeczności lokalne wokół koloru, jako tego elementu, który ożywia, dodaje energii i inspiruje do działania. W ramach projektu kolory marki Dulux pojawiają się na budynkach szkół, skwerach, placach. Projekt jest realizowany we Francji, Wielkiej Brytanii, Brazylii i Indiach.
Francuskiej edycji kampanii towarzyszyły happeningi w Paryżu, Marsylii i Lyonie – „Walls are dancing” – przygotowane przez BETC Euro RSCG, w ramach których, dzięki współpracy 3 artystów posługujących się kolorem, zatańczą ściany Film z happeningów, z oryginalną muzyką, będzie dystrybuowany w Internecie, a sam event można śledzić na stronie www.wallsaredancing.fr. Kampania w zintegrowany sposób wykorzystuje media społecznościowe, skupiając odbiorców wokół idei i marki.
Let’s Colour Project to doskonały przykład tego jak angażując konsumentów i społeczności lokalne w świat marki, można nie tylko w ciekawy sposób budować wizerunek, ale generować korzyści społeczne.
Jeśli w najbliższym czasie będziecie w Euro niech was nie zdziwi, jeśli na co drugiej eurowskiej ręce zobaczycie czerwony rzemyk z charakterystyczną srebrną lub pozłacaną zawieszką z napisem „wygraj życie”. Wszystko przez nową akcję fundacji Rak’n’Roll, dla której pracujemy non profit w Euro RSCG.
W związku z tą akcją wypuściliśmy właśnie w świat limitowaną serię bransoletek Lilou, które zostały zaprojektowane specjalnie dla fundacji Rak’n’Roll i z których całkowity dochód przeznaczony jest na cele fundacji. To kolejna, po kalendarzach, rakendrollowa akcja charytatywna fundacji, której celem jest zebranie funduszy na odnowienie poczekalni na oddziałach onkologicznych.
Dziś magiczne rak’n’rolowe bransoletki noszą już Magda Mołek i Marcin Dobrociński, którzy charytatywnie wsparli akcję i zgodzili się zostać ambasadorami naszej akcji. Bransoletki można kupić albo w sklepie internetowym na stronie Lilou albo w sklepach firmowych Lilou w Warszawie lub Poznaniu.
Miło się wspiera takie akcje, i to nie tylko dlatego, że bransoletki są modowym hitem ostatnich miesięcy, a wiadomo, że dziewczyny bardzo lubią takie błyskotki ) Po prostu wierzymy w tą filozofię, filozofię niesienia pozytywnej energii i pokonywania trudności w ten inny, niestandardowy sposób.
Ciekawe ile eurowskich rąk w najbliższym czasie ozdobi magiczny czerwony rzemyk z zawieszką „wygraj życie”? Spróbuje to policzyć i mam nadzieje ze zabraknie mi palców u rąk i nóg ;-)
Na polskim rynku kapitałowym trwa ostatnio coraz gorętsza dyskusja dotycząca tego, czy zawody maklera papierów wartościowych i doradcy inwestycyjnego mają być jak dotychczas licencjonowane, czy też obowiązek ten powinien zostać zniesiony. Dyskusyjna kwestia dotyczy nie tylko trzystu doradców inwestycyjnych i ponad 2,3 tys. maklerów. Jej wynik będzie miał pośredni wpływ na to, jak będą zarządzane setki miliardów złotych zarządzanych przez Otwarte Fundusze Emerytalne i fundusze inwestycyjne prowadzone przez TFI.
Licencje maklerów i doradców są udzielane przez Komisję Nadzoru Finansowego osobom, które zdadzą odpowiednie egzaminy. Mimo obowiązku uzyskania licencji, oba zawody nie są zamknięte (jak niektóre korporacje prawnicze), gdyż nie ma żadnych limitów liczby osób, którym są udzielane. Jednocześnie fakt, iż w ciągu prawie 20 lat istnienia polskiego rynku kapitałowego zaledwie 300 osób zdało egzamin na doradcę inwestcyjnego pokazuje, że wymagania stawiane kandydatom są bardzo wysokie. Trudno się jednak temu dziwić – doradcy inwestycyjni podejmują decyzje o inwestowaniu kwot sięgających setek milionów złotych. To od nich bezpośrednio zależy m.in., jakiej wysokości emerytury będą wypłacały nam w przyszłości OFE.
Komisja Nadzoru Finansowego postanowiła zwrócić się do rządu z inicjatywą likwidacji licencji. Zamiast nich i zamiast obowiązku zatrudniania przez domy maklerskie, TFI i OFE określonej minimalnej liczby doradców i maklerów, Komisja proponuje przeprowadzanie “egzaminów interwencyjnych”. W przypadku podejrzanych nieprawidłowości KNF miałaby doraźnie egzaminować zatrudnionych w instytucjach finansowych pracowników, czy posiadają odpowiednie kwalifikacje.
W mediach finansowo-gospodarczych od kilku dni pojawiają się komentarze zwolenników i przeciwników zaproponowanego rozwiązania. W ostatnią sobotę Parkiet zebrał wypowiedzi 10 przedstawicieli rynku finansowego. Jednak najciekawsze informacje na temat przebiegu dyskusji znalazłem na stronie Związku Maklerów i Doradców, organizacji samorządowej zrzeszającej przedstawicieli tych dwóch zawodów. Jak pokazuje opublikowana dziś przez ZMiD historia korespondecji pomiędzy Związkiem a KNF, dyskusja trwa od marca. ZMiD proponował szefostwu KNF spotkanie w celu omówienia planowanych zmian w prawie. W odpowiedzi KNF prosiła najpierw o przesłanie proponowanej agendy spotkania, potem o jej uszczegółowienie i dostarczenie dodatkowych informacji. Z opublikowanych materiałów wnioskuję, że przedstawiciele maklerów i doradców nie dostąpili zaszczytu spotkania w budynku przy pl. Powstańców Warszawy 1.
Izba Domów Maklerskich oraz Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami, organizacje zrzeszające firmy, które zatrudniają maklerów i doradców jak dotąd nie wypowiedziały się publicznie, nie opublikowały też swoich stanowisk na stronach internetowych. Na stronie internetowej KNF brak jakichkolwiek informacji na temat propozycji Komisji. Z zebranych przez Parkiet wypowiedzi przedstawicieli rynku przebija się nieśmiały głos za utrzymaniem licencji – na tyle nieśmiały, na ile pozwala publiczne wypowiadanie się w sposób taki, by nie narazić się nadzorcy.
Nie jestem zwolennikiem ani przeciwnikiem zmian zaproponowanych przez Komisję, widzę ich dobre i złe strony. Uważam jednak, że dyskusja nad tą propozycją odbywa się w sposób niedostatecznie transparentny. Brakuje wyraźnych stanowisk każdej z zainteresownych stron. Z rozmów, które toczą się w środowisku rynku kapitałowego wiem jednak, że temat porusza większość osób, które są z nim związane.
Chodzi przecież o to, czy makler i doradca to zawody zaufania publicznego. Czy firmy finansowe (domy maklerskie, OFE, TFI) wezmą pełną odpowiedzialność za działania swoich pracowników? Czy obowiązek sprawdzenia, jakie kompetencje ma zarządzający naszymi inwestycjami doradca, spadnie na klientów? Dlaczego w okresie, gdy na świecie prawie wszystkie autorytety w dziedzinie finansów opowiadają się za zwiększeniem nadzoru nad instytucjami finansowymi, polska komisja chce ten nadzór rozluźnić? Dlaczego dyskusja o licencjonowaniu maklerów i doradców zaczyna się od omawiania konkretnych rozwiązań ustawowych, a nie od ustalenia, jaką jakość obsługi klientów na rynku chcemy osiągnąć i jak do tego doprowadzić?
KNF pokazała podczas poprzedniej nowelizacji przepisów dotyczących obowiązków informacyjnych spółek publicznych, że potrafi rozmawiać z uczestnikami rynku i w toku tych rozmów wypracować możliwie najlepsze dla wszystkich rozwiązanie. Mam nadzieję, że w tym przypadku, mimo zaawansowania prac legislacyjnych, do takich merytorycznych prac uwzględniających interesy maklerów i doradców, ich pracodawców oraz przede wszystkim klientów w końcu dojdzie.
Euro RSCG Worldwide jakiś czas temu opublikowało raport “Nastolatka jako konsument i uczestnik procesu komunikacji”. Publikacja analizuje zachowania konsumpcyjne nastoletnich dziewcząt, które wbrew pozorom są już wytrawnymi, a co ważniejsze bardzo świadomymi konsumentkami:)
Raport wskazuje na charakterystyczne zachowania nastoletnich dziewcząt podczas zakupów. Są one bardzo cierpliwe i poddają uważnej ocenie realną wartość kupowanych towarów. Ponad 60% nastoletnich dziewczyn czeka z zakupem pożądanego produktu aż do chwili, gdy pojawi się on w wyprzedaży. Jednocześnie aż 77% chętniej kupi towar z wyprzedaży niż taki, za którego trzeba zapłacić pełną cenę.
Robiąc zakupy ze swoją siostrą lub najlepszą przyjaciółką, nastolatka wydaje średnio o 23% więcej niż podczas zakupów z grupą dwóch lub więcej koleżanek. Tymczasem robiąc zakupy ze swoim chłopakiem, nastolatka wydaje zaledwie 43% kwoty, którą wydałaby na zakupach z siostrą lub przyjaciółką.
Wyniki badania pokazują również specyficzny stosunek amerykańskich nastolatek do social media, które wykorzystują wyłącznie do pozostawania w kontakcie w bliskimi i podtrzymywania istniejących już znajomości.
Raport przygotowany został w ramach projektu The Sisterhood. Przeczytać o nim możecie na stronie www oraz m.in. na Facebooku i YouTube. Na wszystkich tych kanałach znajdziecie komentarze specjalistów od komunikacji i marketingu, ale co ciekawsze wypowiedzi samych nastolatek – uczestniczek projektu. Poznacie więc Amy, Christine, Evelyn, Isabelle, Jessice, Morgan, Remy, Taryn i Tory, które opowiedzą o tym co, gdzie, jak, kiedy z kim i dlaczego kupują.
Ciekawa jestem Waszej opinii – czy polskie nastoletnie konsumentki są tak samo wymagające, zdecydowane i zdeterminowane w podejmowaniu decyzji zakupowych jak te za oceanem?
Podczas trwającego IX Kongresu PR w Rzeszowie miałam wygłosić wykład na temat „Agencja PR 2.0″ – dynamiczny rozwój internetu, a wyzwania stojące przed agencją – jak rozwijać ofertę, jak wzmacniać zespół, jak przekonywać klientów do nowych rozwiązań?”. Niestety pył wulkaniczny i spowodowane z nim utrudnienia zatrzymały mnie w Warszawie*, stąd pomysł na wpis na blogu.
Statystyki na dobry początek
20% użytkowników mediów społecznościowych w Polsce traktuje je za ważniejsze źródło informacji od mediów tradycyjnych
43% korzysta z anonimowości, by krytykować firmy lub ich marki
75% komentuje doświadczenia (pozytywne i negatywne) związane z firmami i markami
43% komentuje strony/profile marek
To kilka wybranych statystyk z raportu KNOW. Konsument w mediach społecznościowych, nie tak dawno przygotowanego przez Euro RSCG. Jeśli na te dane nałożymy fakt dynamicznego wzrostu liczby osób korzystających z mediów społecznościowych (spójrzmy choćby na serwis społecznościowy Facebook, nie wspominając już o zasięgu Naszej-Klasy), pytanie „Czy warto się interesować (zwracam uwagę na użyty czasownik) mediami społecznościowymi” wydaje się mieć jednoznaczną odpowiedź. Warto.
Agencja public relations może wybrać jedną z dwóch dróg (o ile całkowicie nie zrezygnuje z woli rozwoju tych kompetencji) – wyodrębnić specjalistyczny zespół lub „dać się zsocjalizować”. W Euro RSCG Sensors wybraliśmy tę drugą, którą uważam za jedyną słuszną. Bo media społecznościowe nie są tylko kolejnym kanałem komunikacji z grupami docelowymi, ale zmieniają rzeczywistość komunikacyjną.
„Załóżmy blog”, czyli agencja public relations w mediach społecznościowych
Pierwszym krokiem do budowanie kompetencji agencji w mediach społecznościowych może być utworzenie własnych mediów i zachęcenie konsultantów do uczestniczenia w ich kreacji. Co determinuje sukces?
1. Spójna polityka komunikacyjna
Spontaniczność jest mile widziana, a kontrola zbędna, jeśli firma ma jasno ustaloną politykę komunikacji. Gdy wiadomo, kto i na jaki temat wypowiada się mediach, nie ma problemu, aby rozwinąć te zasady na media społecznościowe. Istotne jest dookreślenie zachowań, jakich oczekujemy od komunikacji w mediach społecznościowych. Warto pamiętać o kwestii związanej z brakiem anonimowości, sprawdzaniem faktów, szybkiej odpowiedzi na komentarze czy powstrzymywaniu emocji (więcej na ten temat w tej prezentacji)
2. Współpraca oparta na zaufaniu
“@zappos: If you don’t trust your employees to tweet freely, it’s an employee or leadership issue, not an Twitter Policy issue”. Nie znam lepszego cytatu, który tak dobrze oddaje sytuację.
3. Zaangażowanie zespołu zarządzającego
I w przypadku mediów społecznościowych sprawdza się zasada, że przykład idzie z góry. Prowadzenie firmowego bloga, czy mikrobloga, czy fan page`u wymaga dyscypliny i dobrej motywacji. Każde działanie w mediach społecznościowych z założenia jest długoterminowe i wymaga utrzymania pewnej dynamiki komunikacji.
Warto pamiętać, że prowadzenie własnych mediów przez konsultantów agencji public relations jest ciekawym sposobem na rozwijanie kompetencji czy poznawanie nowego środowiska komunikacji.
Oferta agencji public relations
Media społecznościowe stwarzają nowe możliwości usług public relations, jak i pozwalają rozszerzyć zakres dotychczasowych. W Euro RSCG Sensors zbudowaliśmy pakiet usług o nazwie Digital Dialogue (przy okazji zapraszamy na dedykowaną tej specjalizacji stronę na Facebooku, która w całości poświęconą jest informacjom na temat mediów społecznościowych i public relations).
Wiedza na temat mediów społecznościowych, czy sama oferta to jednak początek drogi…
Wyzwania stojące przed agencją public relations
Najtrudniej pisać o wyzwaniach. Jest ich sporo i na każdym etapie (rozwój kompetencji, rozwój oferty, pierwsze projekty) pojawiają się nowe.
1. Edukacja rynku – wiedza na temat mediów społecznościowych nie jest powszechna, a jeszcze więcej czasu pochłaniają rozmowy na temat istoty social media, którą jest dialog.
2. Przekonywanie o wyższości public relations ( ) – media społecznościowymi interesują się wszystkie dyscypliny komunikacji, a w przetargach można się spotkać i z domem mediowym, i agencją interaktywną, i agencją reklamową, i agencją social media . Modeli współpracy, które doskonale się sprawdzają, jest wiele. Warto jednak nie sprowadzać komunikacji w mediach społecznościowych (szczególnie na Facebooku) do zakupu reklamy, stworzenia pojedynczej aplikacji konkursowej, czy przeniesienia kontentu ze strony WWW… a z takim podejściem niestety dość często można się spotkać.
3. Dzielenie się wiedzą – media społecznościowe zmieniają się dynamicznie. Proces związany z komunikacją i dotarciem do konsumentów trzeba ciągle doskonalić. W tej sytuacji organizacja systemu zarządzania wiedzą jest niezwykle istotna.
Rozwój kompetencji w obszarze social media rozpoczął się w Euro RSCG Sensors prawie 2 lata temu. Dziś z perspektywy firmy na co dzień zarządzającej komunikacją wielu marek w mediach społecznościowych mogę powiedzieć, że warto się odważyć, warto czerpać radość z tej komunikacji i warto dzielić się doświadczeniami. W końcu komunikacja nigdy już nie będzie taka jak wcześniej.
Kto by pomyślał, że kolejny poziom komunikacji marek w mediach społecznościowych wyznaczą nam mało popularne w Polsce wyścigi Nascar i sieć hoteli? Stało się jednak – marka oddała głos swoim fanom. I nie chodzi bynajmniej o możliwość skomentowania wpisu dotyczącego jej produktów, usług, etc. Chodzi o coś więcej.
Best Western, bo o tej sieci hotelowej mowa, wybrała trzy osoby obserwujące profile sponsorowanych przez markę kierowców na Twitterze i dała im możliwość towarzyszenia zespołowi Best Western Racing podczas weekendu wyścigowego w Phoenix. Szczęśliwcy za zadanie mieli…twettować:) W ten sposób swoisty przekaz pochodził od fanów, a nie przedstawicieli “hotelowego” teamu, co jest ewenementem w social media. To jak tweetowali możecie sprawdzić tu. Ponad 500 obserwujących profil to niezły wynik, jak na anonimowe osoby (i nowe konto). Nad liczbami jednak można popracować, bardziej liczy się wyznaczony trend. Pytanie tylko, w jakim stopniu marki zaufają swoim fanom?
TweetCrewTeam
Oczyma wyobraźni widzę już jak wybrani kibice drużyn żużlowych dodają wpisy z parku maszyn podczas rozgrywek ligowych, a fani piłki ręcznej czy siatkówki siedzą tuż obok zawodników z laptopem na kolanach. Czy taki przekaz byłby popularny? Jasne! Kto z nas (kibiców) nie chciałby wiedzieć, jak Tomek Gollob przyszykuje maszyny na najbliższy wyścig i co Bogdan Wenta dokładnie krzyczy do sędziów?! Zyskują wszyscy po kolei: 1. Kibice dostają unikalne informacje od ..innych kibiców; 2. Marka, której działania są promocją dla niej samej i dla klubu; 3. Klub (czytaj punkt 2). Kolejny poziom jest – obyśmy doczekali brandów, które zdecydują się na niego wejść.
p.s. Do dyskusji pozostaje też kwestia wybierania kibiców, bowiem nie każdy oglądając sportowe widowisko potrafi utrzymać nerwy na wodzy
Ponad milion fanów na Facebooku, przeszło 200 tysięcy followersów na Twitterze. Spośród wszystkich drużyn, które nadal rywalizują w Lidze Mistrzów jedynie FC Barcelona i to tylko na poziomie popularnego “Fejsa” nawiązuje z nimi internetową walkę. Los Blancos co prawda odpadli z europejskich pucharów, jednak w social media nadal są Królewscy.
Co, prócz przyciągającego kontentu czyni Real tak skutecznym w mediach społecznościowych? Co sprawia, że dziennie na oficjalnej fan stronie klubu pojawia się średnio 3 tys. nowych kibiców? Z pewnością jest to znana marka, jednak, jak pokazują przykłady innych wielkich klubów, wcale nie jest to tak mocny magnes jak mogłoby się wydawać. Kluczem
do sukcesu Realu w mediach społecznościowych jest zaplanowana strategia, słuchanie głosu fanów i baczne obserwowanie tego, co robią w sieci. Nie bez znaczenia jest także czysto biznesowe podejście do tematu społeczności.
Oscar Ugaz, Digital Business Manager w Realu Madryt, wypowiadający się w artykule Asha Reada pt. “Real Madrid and Social Media“[1] stwierdza jasno, że w porównaniu z innymi źródłami wpływów (prawa do transmisji TV, wsparciem sponsorów, etc.), media społecznościowe nie przynoszą tak dużych dochodów, ale są to już znaczne sumy. Real traktuje Internet jak swoisty “boost” dla swoich pozostałych obszarów biznesowych. Klub inwestuje więc zarówno w research nad nowymi miejscami w sieci, w których są ludzie, jak i w uzupełnianie istniejących profili o cenny kontent. Ludzie odpowiedzialni za profile klubowe słuchają fanów i nawiązują z nimi interakcje. Można wręcz powiedzieć, że Real żyje mediami społecznościowymi, co bardzo przydaje się zarówno w ich rozumieniu jak i wykorzystywaniu.
“We want to be where the traffic is and in that sense we follow the trends – if people are using Facebook, we use Facebook, the people start using twitter, and we create a twitter page. We are always looking for the next trends, whilst at the moment Twitter and Facebook are at the top when they start losing traffic we want to be riding the next wave and making the most of new opportunities.”
Zanim jednak stwierdzicie, że nie ma co porównywać popularnych Królewskich do np. polskich klubów sportowych, zapoznajcie się raz jeszcze z wnioskami raportu KNOW “Konsument w mediach społecznościowych“. Twierdzę, że w przypadku dużego zaangażowania w Internecie włodarze Sucharów Suchy Las, Wichra Kobyłki jak i Orła Wieprz są w stanie skutecznie komunikować się ze swoimi sympatykami. Jakość, a nie ilość zbudowanych w ten sposób kontaktów może być nieoceniona (w tym wypadku na skalę lokalną). Odnosi się to też do lepszych klubów piłkarskich jak Wisła, Lech czy Legia, które na większą być może nigdy nie będą bardzo znane w Europie, jednak na polskim rynku mogą zawalczyć o sympatyków np. z innych miast.
Jak widać na przykładzie Realu i co znajduje też potwierdzenie w niedawno opublikowanym przez nas raporcie, należy pamiętać, że media społecznościowe to nie tylko Facebook. W przypadku mniejszych klubów (nie tylko piłkarskich) warto zastanowić się nad innymi narzędziami, które mogą okazać się skuteczniejsze. Są bowiem w Polsce miasta, które żyją Naszą-Klasą, a o istnieniu portalu Facebook nikt w nich nie słyszał. Innym przykładem może być YouTube, który znają wszyscy i nieważne, czy dany internauta wymawia nazwę serwisu właściwie, czy też w rozmowach ze znajomymi mówi “jotobe”. On tam jest, szuka informacji, szuka emocji i wymaga dialogu oraz szybkich odpowiedzi.
Każdy bowiem może grać w lidze social media. Niezależnie od dyscypliny, budżetu, miasta, w jakim funkcjonuje i liczby osób, do których może dotrzeć. Bierzmy więc przykład od najlepszych i adaptujmy to na swój teren. Na koniec dodam, że klub Suchary Suchy Las naprawdę istnieje
Ostatnie komentarze