Podobno najlepszym i sprawdzonym narzędziem PR jest plotka i piosenka. I o ile ta pierwsza stara metoda doczekała się poważnego potraktowania (WOM czy BUZZ), o tyle piosenka dalej budzi lekko pobłażliwy uśmiech i mało kto na poważnie bierze tą muzyczną formę pod uwagę w swoich działaniach marketingowych. No może za wyjątkiem kampanii Zbyszko, która nie tylko wypromowała smakową wodę, ale też w ubocznym efekcie wypromowała mało wysmakowaną piosenkarkę – Gosię Andrzejewicz.
Tym bardziej cieszy się moje serce, że o tej prostej formie promocji pomyśleli moi ziomale z Rzeszowa
Cieszę się tym bardziej i tym szczerzej, że trudna i drażliwa sztuka promocji tego miasta, gdzie wszyscy chodzą na pole, jedzą sztangle i chodzą po domu w pantoflach, w ostatnich czasach wychodziła raczej kiepsko. No ale jak miała iść dobrze skoro jednym z rozważanych na poważnie pomysłów miała być promocja miasta poprzez znane postacie z dobranocek…
Nowy pomysł radnych narodził się tak samo abstrakcyjnie jak pomysł z dobranocką, tutaj jednak może się okazać, że w tym szaleństwie jest jednak jakaś metoda (jaka?).
Ta metoda to właśnie stara, dobra piosenka, a dokładniej rzeszowski zespół Pectus, który wygrał w tym roku festiwal w Sopocie. Zespół ma promować miasto podczas koncertów w całej Polsce, w zamian za co miasto dofinansuje trasę koncertową zespołu. Miasto zapłaci za to prawie 50 tys. z budżetu. Niewiele jak na zasięg i niekonwencjonalną formę. Dopełnieniem ma być jeszcze wspólna kampania outdoorowa w największych miastach w Polsce.
To jednak nie wszystko. Miasto poszło za ciosem i postanowiło wyjść z promocją miasta poza granice naszego kraju, wykorzystując do tego … także piosenkę, a ściślej teledysk. Za bagatelne 40 tys. złotych Rzeszów został głównym bohaterem teledysku znanego (choć tylko w dyskotekach) piosenkarza Danzela.
Jak? Cały teledysk został nakręcony w centrum miasta, z prawdziwą rodowitą Rzeszowianką (zupełnie nie rozumiem dlaczego nie wybrali mnie, też jestem rodowita
), a na początku pojawia się nawet herb miasta z napisem „Rzeszów wita”. I choć sami zainteresowani (mieszkańcy miasta) nie są zachwyceni efektem teledysku, bo pada, po brzydka rzeszowianka, bo za krótko napis Rzeszów się pojawia, a za długo reklama grand hotelu… to trzeba przyznać, że sam teledysk nakręcony jest w fajnym, dynamicznym klimacie i przynajmniej pokazuje miasto z innej perspektywy.
Więc choć teledysk może się nie podobać, muzyka może wydawać się za mało ambitna, a rodowita rzeszowianka za mało rodowita, to trzeba przyznać że pomysł świeży i może się okazać całkiem przełomowy dla skostniałego wizerunku miasta. Czy na tyle skuteczny, żeby przebić skojarzenie ze słynnym pomnikiem o niecenzuralnym kształcie? To się okaże.
P.S. Oto pomnik, o oficjalnej nazwie Pomnik Czynu Rewolucyjnego, która zupełnie nie oddaje charakteru tego monumentu