RSS Flickr Youtube Google+
Euro RSCG Sensors / Rozmaitości / Jak wielkim geek’iem jesteś?

Jak wielkim geek’iem jesteś?

Ostatnio dotarło do mnie, że jestem geek’iem. I wy też jesteście geek’ami. Wystarczy, że macie profil na Facebook’u, korzystacie z Twittera, albo Blipa i piszecie bloga. Dlaczego? Bo najprawdopodobniej ludzie, którzy was otaczają (WAŻNE: ci spoza branży e-marketingowej / PR) nie wiedzą czym jest Twitter / Blip / Facebook…

Do napisania tego posta zainspirowało mnie spotkanie ze znajomymi spoza branży właśnie. Siedzieliśmy sobie przy piwku i każdy opowiadał co tam słychać – również w pracy. Przyszła moja kolej. Więc mówię, że oprócz normalnych obowiązków, piszę na blogu firmowym, prowadzę kanał Euro RSCG Sensors na Twitterze i administruję profilem naszej firmy na Facebook’u. Na co pada pytanie: „Co Ty za chińszczyzną nawijasz? Co to jest ten Fejsbuk?”. Niby nic dziwnego. Gdyby nie to, że osoba, która pytanie zadała dziennie spędza w sieci tyle samo czasu co ja…

W takich chwilach pojawia się we mnie zwątpienie. Myślę sobie: gdzie do cholery są Ci konsumenci? Gdzie ich łapać? Skoro ‘największy internetowy hype’ w Polsce (Facebook – który już nawet w Wiadomościach zagościł) i na Świecie (Twitter) pozostają czarną magią dla setek tysięcy, a może i milionów ludzi, którzy jednak w internecie się poruszają?

Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie (zaraz wszyscy powiedzą, że trzeba sobie zrobić strategię). Mi ciśnie się na usta: „trzeba być wszędzie”. Z drugiej strony przekonanie polskich firm do blogów korporacyjnych zajmuje nam (branży PR i marketingowej) tyle czasu, że zanim przekonamy ludzi do ‘bycia wszędzie’ miną jakieś eony.

Marketerzy i PRowcy zafascynowani nowymi mediami czasem mają wrażenie, że skoro śledzi ich 100 osób na Twitterze / Blipie to już jest ‘fajny zasięg’. Tylko, że w warunkach polskich to są wciąż takie same osoby jak MY. Geek’i. Albo… prosumenci – jak kto woli. Biorąc pod uwagę całą populację nie jest nas zbyt wielu i przede wszystkim łączymy się w grupy z podobnymi sobie geek’ami / prosumentami. Spróbujcie, jadąc do pracy tramwajem, krzyknąć: kto ma konto na Twitterze ręce do góry! Ciekawe ilu znajdziecie podobnych sobie.

Morał z tej przydługiej historii jest taki: Geek’u! Wypełnij swoją misję – edukuj! W domu – rodzinę, w pubie – kolegów, w tramwaju – nieznajomych. Edukuj. (Najlepiej poprzez benchmarking. Ludzie kochają benchmarking). Nie masz nic do stracenia. I tak uważają Cię za geek’a. Inaczej Twitty Twojego klienta będziesz czytał Ty i koledzy z pracy.

Albo… możemy przekonać parę gwiazd do korzystania z nowych mediów. Bo w tej materii jest w Polsce wyjątkowo biednie. Fajnie jest z Facebook’a dowiadywać się co robi Eminem albo Vin Diesel. Albo pogadać sobie z Ashtonem Kutcherem, Michaelem Phelpsem, Tonym Hawkiem, Slashem i Oprah na Twitterze.
Tylko cholera z Mroczkiem się nie da…

P.S. Temat geek’owstwa (czy jakkolwiek to nazwać) okazał się na topie. Pisali o tym Antyweb i Rafał Janik.

Stanisław Pogorzelski

Niby wszystko się zgadza. Ale…
Skoro nawet Elżbieta R. staje się „gigczką”… http://www.tvn24.pl/-1,1597758,0,1,masz-wiadomoscod-jej-krolewskiej-mosci,wiadomosc.html

28 kwietnia, 4:29 pm
mmakuszewski

Pogadamy jak założy konto na flakerze:D:D:D:D

28 kwietnia, 4:31 pm
kprzewuska

Maciek, czy Ty nasz obrażasz :) )))) ?

A odnosząc się konkretnie do wpisu – edukacja, edukacją, ale może tu chodzi o trial ? Finalnie każdy wybiera to, co mu najbardziej odpowiada. Dla mnie Internet, a social media w szczególności, sprawia, że czas staje się elastyczny. Elastyka czasu :) ) /to słowo nawet potocznie funkcjonuje jako zamiennik elastyczności/

28 kwietnia, 4:32 pm
Jacek Gadzinowski

Ot czasy sie zmieniają, wiec nie wiadomo gdzie zaczyna się „gikostwo” a gdzie jest uzywanie narzedzi pracy. ;) )

Fakt, faktem… warto by też wyjść z czymś do przeciętnego Kowalskiego. On nie musi rozumieć, tej całej podniety w tym środowisku – blogami, mikroblogami, społecznosciami, networkingiem czy sharingiem.

Gwiazdy, dziennikarze, small biznes na blipie/flakerze przydałyby się, tak jak na Twitterze. Wtedy dotrze to narzedzie do szerokich mas. To samo dotyczy sieci społecznych. I wtedy nie bedzie rozmowy/twittow w gronie 100-200 osob.

28 kwietnia, 4:54 pm
pbiernacki

@mmakuszewski Krzyknąłeś w tramwaju? Ile osób podniosło ręce? ;-)

@All To wszystko zależy od tego, po co nam są social media. Jeśli chcę utrzymać kontakt ze znajomymi z branży to 100-200 followersów mi wystarczy. Jeśli chcę komunikować klientom nowy brand batoników albo usługi jakiegoś banku, to pewnie nie, ale wtedy podchodzę od strony: gdzie w internecie są Ci ludzie, którzy mają kupić mój batonik albo lokatę. A i tak przecież nie będę się z nimi kontaktował przez moje konto na Blipie, więc mi nadal moich 100-200 followersów wystarczy :-)

A co do celebrytów na Blipie, facebooku itp… głęboko wierzę, że pierwsza będzie Doda, a po niej w ramach naśladownictwa rzuci się cała reszta ;-)

29 kwietnia, 8:31 am
asia

Abstrahując od geek’ów.
Zasadniczą kwestią decydującą o popularności tych kanałów jest według mnie potrzeba korzystania z nich. W Stanach to konsumenci edukują marki i media – masowo korzystając z Twittera czy Facebooka, zmusili drugą stronę, by zjawiła się tam tuż za nimi. U nas mam wrażenie jest odwrotnie – spinamy się, by adresat przyszedł po wiadomość do nadawcy. Samo prezentowanie narzędzi chyba nie wystarczy, ludziom trzeba uzmysłowić potrzebę korzystania z nich. Jeśli jednak ktoś nie czuje potrzeby to oznacza, że być może jej… nie ma? (ryzykowne stwierdzenie, zważywszy na miejsce :-) )
Może nie jesteśmy (my – społeczeństwo) tak wylewni jak Amerykanie, którym zwyczajnie odbiło?
http://www.youtube.com/watch?v=PN2HAroA12w

29 kwietnia, 10:23 am
mmakuszewski

@ asia

Fenomen naszej klasy pokazał, że do networkingu jesteśmy zdolni. Nie znam marki, która nie chciałaby zrobić furory na NK. Problem w tym, że ten portal jest po prostu technologicznie słaby, a wejście z branded content jest szokująco drogie.

Jak widać na przykładzie Facebooka (do którego emigrują userzy) polskie społecznościówki przyjęły słabe modele biznesowe albo osiadły na laurach (IMO – Goldenline.pl). Dlatego nie ma u nas spektakularnych przykładów działań marketingowych w społecznościach. Ale to już jest inny temat.

Podsumowując, myślę, że ludzie ‘TAM’ (w społecznościach, UGC) są. I są to niezwykle wartościowi konsumenci. Tylko, że marketerzy wciąż myślą w kategoriach ‘zasięgu’ i CTRów zamiast w kategoriach WOM. Chcą uprawiać komunikację ‘dziad do obrazu a obraz ni razu’ – a tak z nowymi konsumentami się po prostu nie da. A co do branży PR to po prostu było jej dużo łatwiej i wygodniej przed nadejściem Web 2.0. Są konsumenci. Jest kontent. Nie ma brandów bo marketing wciąż żyje w silosie komunikacji jednostronnej, z którego boi się uciec. To tak w skrócie:)

29 kwietnia, 10:36 am
asia

Nie kwestionuję sukcesu n-k, ani tego, że posiada miliony użytkowników (włączając psy, koty i kwiaty przydrożne wyjdzie tego miliard z kawałkiem :-) ). Nie kwestionuję również, że jesteśmy zdolni ( i to do wszystkiego :-) )

A tak poważnie, oczywiście, ze jest ‘u nas’ mnóstwo wartościowych konsumentów-internautów. Co więcej są to na tyle sprytne bestie, że zauważają różnicę między prężeniem się na zdjęciach z Egiptu a spowiadaniem ze swoich codziennych, najczęściej niewyjątkowych zajęć. Łatwiej jest zarządzać swoim wizerunkiem na n-k niż na blipie. I chyba o to chodzi.
Chociaż, sądzę, że w Polsce, kiedy pokolenie ‘screenagers’ przekroczy 30 rok życia, serwery Blipa czy Twittera eksplodują :-)
Ale to jeszcze chwilę. Chwilę – w skrócie :-)

29 kwietnia, 11:19 am
mmakuszewski

@ kprzewuska

Elastyka czasu – dobre:) myślę, że elastyka miejsca też zachodzi. Twitter, blog, Facebook – wszystkie miejsca w tym samym czasie:)

Doprowadziliśmy po prostu do zakrzywienia czasoprzestrzeni.

29 kwietnia, 11:52 am
katarzynap

@ maciek „elastykę” miejsca daje laptop lub komórka :) ) – dlaczego wolę Blip od Twittera? bo Twitter odmawia współpracy z moją komórką, a przecież Blip czy Twitter to impuls (o ile nie prowadzimy tylko firmowego / eksperckiego mikrobloga), a impuls to i na spacerze w lesie, z komórką, można poczuć :) )

29 kwietnia, 12:00 pm
katarzynap

:) ) zakrzewienie czasoprzestrzeni zasługuje na dyskurs filozoficzny

29 kwietnia, 12:01 pm
Zosia

Wracając na chwilkę do kwestii potrzeb (konsumentów)- myślę sobie, że kiedy nowe media nauczą się do końca wykorzystywać swoje nowe możliwości (jak chociażby zakrzywianie czasoprzestrzeni, z którym pewnie same teraz będą musiały się oswoić)wtedy napłyną ci „oporni” użytkownicy, którzy chyba przede wszystkim boją się spłycenia ich rzeczywistości do ekranu komputera. Może trzeba im pokazać, że Facebook może skuteczniej nakłaniać młodych ludzi do praktycznego myślenia o ekologii albo że na Twitterze szybciej dowiedzą się o nowych przypadkach świńskiej grypy (tak jak to dzisiaj relacjonował nam Piotr B.)wtedy zaczną(może)dostrzegać drugie dno LCD.

29 kwietnia, 5:57 pm
mmakuszewski

@Zosia
Ja bym raczej upatrywał przyszłości w dojrzewaniu najmłodszych generacji – ludzi, którzy po raz pierwszy kompa dotykali w wieku 3 lat:) i od tamtej pory granatem ich nawet nie oderwiesz.

Oporni – owszem – ale to zdecydowana mniejszość. To trochę tak jak w bankowości. 40% Polaków nie ‘bankuje’, ale banki chyba się pogodziły z tym, że do bankowania tych 40% nakłonić się nie da.

30 kwietnia, 9:35 am
bszymeczko

Panie Macieju,
przecież polskie gwiazdy są na Facebooku! Nie jest wcale tak biednie. Zapewniam, że znajdzie Pan w tym portalu społecznościowym Borysa Szyca, Monikę Brodkę, Macieja Zienia, Weronikę Rosati, Kubę Wesołowskiego, Rafała Maseraka, Tomka Makowieckiego, Reni Jusis, Paulinę Przybysz…no mógłbym wymieniać :)

Pozdrawiam,
Bartek

30 kwietnia, 9:55 am
Zosia

@Maciek
No tak, żyjemy w kraju gdzie prezydent trzyma kasę w skarpecie itd. Mnie ostatnio zainspirowały zajęcia z marketingu usług finansowych, na których wykładowca tłumaczył, że powinno się łopatologicznie instruować ludzi jak korzystać z bankomatu i przytaczał przykład gościa, który krzyczał na bankomat, sądząc że ktoś tam siedzi w środku. Jeśli mowa o Amerykanach, to jednego nie można im odmówić – instruują, zakładając, że przeciętny człowiek (w tym przypadku Amerykanin) jest debilem. Vide instrukcje na plastikowych kubkach na herbatę. Kto wie, może powinno się organizować darmowe kursy, przecież są podręczniki do obsługi „fejsbuka” :)

30 kwietnia, 1:12 pm
katarzynap

@ Zosia a może jeszcze inaczej – jeśli „social media” uzna się za narzędzia komunikacji (zapominając o generowaniu treści, która pojawia się przy okazji), to można założyć, że z czasem ludzie po prostu zaczną z nich korzystać, tak samo jak z emaila zamiast faksu, czy mbankingu zamiast okienka

30 kwietnia, 1:15 pm
mmakuszewski

Panie Bartku:)

Dzięki za uwagę. Sprawdziłem – no faktycznie trochę ich jest (nie to że wcześniej nie sprawdzałem – po prostu wklikałem nie te gwiazdy co trzeba:P). Ale jak to wykorzystują do popularyzowania swojej skromnej osoby to już inna sprawa prawda?

Wiem, że polskim gwiazdom ‘doskwiera’ popularność. Oni tego nie lubią (hehehe). I dlatego nie robią public profiles:) – chociaż Zień jest tu ciekawym wyjątkiem:) Ale on taki niepolski trochę jest.

Polecam porównanie tego co robią nasi celebryci z case’m Slasha (ex. Gunsa), który moim zdaniem absolutnie ‘rządzi’ jeśli chodzi o aktywność w social media.
Chociaż może nie porównujmy bo w zasadzie nie ma czego:)

Jestem za to dumny z tego jak przedstawiciele naszego przemysłu fonograficznego wykorzystuje MySpace. Tu naprawdę chylę czoła:)

30 kwietnia, 2:46 pm

POWIADOMIENIA O NOWYCH ARTYKUŁACH



TWITTER

Dziękujemy za dodanie adresu email!

Blog oraz biuro prasowe

Tylko Blog Tylko biuro prasowe