RSS Flickr Youtube Google+
Euro RSCG Sensors / Co nowego? / Zamiast straszyć, odważ się

Zamiast straszyć, odważ się

“@zappos: If you don’t trust your employees to tweet freely, it’s an employee or leadership issue, not an Twitter Policy issue”

Zaczynam od cytatu Tony Hsieha, CEO firmy Zappos, bo jego słowa są najlepszą puentą dla ostatnich dyskusji na temat pracowników, pracodawców i sieci społecznościowych. Piszę na ten temat głównie z powodu raportu firmy Deloitte zatytułowanego „Czy pracownik „po godzinach” może zniszczyć reputację firmy?”. W prezentacji autorzy piszą „W większości przypadków dobra reputacja jest czynnikiem decydującym o sukcesie rynkowym danej firmy. Jej podkopanie może więc przełożyć się bezpośrednio na straty finansowe”. To „podkopanie” nazwane jest „ryzykiem reputacyjnym sieci społecznościowych”. To, co najbardziej mnie zastanowiło, czy wręcz wzburzyło w samym raporcie, to wskazywanie na rozwiązania technologiczne, w tym metody inwigilacji technicznej, które mogą ograniczyć „ryzyko reputacyjne”. Jak można mówić o ochronie reputacji za pomocą inwigilacji pracowników?

W dobie popularności mediów społecznościowych to pracownicy są grupą w coraz większym stopniu kształtującą wizerunek ich firmy na zewnątrz. O potrzebie budowania marki pracodawcy dużo mówiło się w okresie prosperity, kiedy „rynkiem pracy rządził pracownik”. Czasy spowolnienia gospodarczego nie powinny hamować tych aktywności, bo w komunikacji z pracownikami już nie chodzi tylko o pozyskanie i utrzymanie najlepszych, ale także budowanie odpowiednich postaw, wdrażanie wartości korporacyjnych, krzewienie właściwej kultury pracy, budowanie dumy z faktu pracy w tym, a nie innym miejscu. Czy potrzebne są wytyczne dotyczące zachowań pracowników w mediach społecznościowych? Jeśli Twoja firma ma politykę komunikacyjną, to media społecznościowe powinni być w niej uwzględnione. Przede wszystkim jednak, trzeba rekrutować właściwych ludzi i angażować ich w dialog na temat firmy – rozumiejąc cele, interesy i zagrożenia, jedynie osoba nieodpowiedzialna (patrz Domino`s Pizza) będzie działać na szkodę firmy.

Ograniczanie dostępu i inwigilacja pracowników mogą być jedynie dowodem na to, że sama firma nie umie określić własnego miejsca w mediach społecznościowych oraz że nie ufa swoim pracownikom. A zaufanie to  w moim przekonaniu podstawa wszelkich relacji także pracownik – pracodawca.

W ostatnim tygodniu pojawiły się jeszcze dwa inne badania,  żywo dyskutowane w mediach społecznościowych,

CareerBuilder.com zaprezentowała wyniki swojego badania o tym, że aż 45% pracodawców korzysta z serwisów społecznościowych do sprawdzania kandydatów do pracy, co stanowi o 22% więcej niż rok temu. Co więcej okazało się, że to nie serwisy zawodowe jak LinkedIn, ale Facebook stanowi w USA główne źródło informacji na temat potencjalnego pracownika. Hmm, czy każdy wie, że poufnością informacji na Facebooku można swobodnie zarządzać? Jeśli tak, to nikt nie powinien się obawiać, że nie zostanie zaproszony na rozmowę rekrutacyjną z powodu prowokacyjnego zdjęcia, „treści wskazujących na konsumpcję alkoholu lub spożywanie narkotyków” lub negatywnych wypowiedzi na temat byłego pracownika. Z drugiej strony trzeba sobie powiedzieć, że w internecie trudno o 100% prywatność. Każdy z nas, czy tego chcemy, czy nie, czy sobie z tego zdajemy sprawę, czy nie, buduje własną markę osobistą. O której trzeba myśleć, i o którą trzeba dbać (nawet, jeśli nie dysponujemy milionami jak najpotężniejsze marki świata). Upowszechnianie się mediów społecznościowych sprawi, że pracodawcy będą tam szukać swoich pracowników, co dla zdecydowanej większości oznacza dobrą wiadomość. Co więcej, coraz częściej umiejętności korzystania z social media są jednymi z kluczowych, poszukiwanych przez pracodawców.

Jeszcze inną dyskusję wywołało badanie Office Team – „pomyśl, zanim się zaprzyjaźnisz” krzyczały 140-znakowe wpisy na profilach tweetujących, albowiem zgodnie z wynikami połowa zarządzających nie życzy sobie Facebookowej przyjaźni z pracownikami (48%) i swoimi szefami (47%). I znów trudno tu znaleźć temat do straszenia. Wystarczy właściwie zdefiniować swoje miejsca w mediach społecznościowych i akceptować zaproszenia tylko od tych znajomych, których się chce. Nie sądzę, aby ktokolwiek się obraził z powodu „odtrącenia”. Z drugiej strony niektórzy z ankietowanych szefów powinni się zastanowić, czy aby nie powinni być bardziej otwarci na kontakty ze swoimi pracownikami? w końcu bycie szefem zobowiązuje.

Temat wizerunku firmy kreowanego przez jej pracowników w mediach społecznościowych pewnie jeszcze nie raz zagości na naszym blogu. Zatem na koniec tego wpisu: media społecznościowe to esencja komunikacji i dialogu, zatem  tylko komunikacją i dialogiem można rozwiązywać problemy, nie tylko wizerunkowe.

Przemek

Ostatnio czytałem tekst (nie pamiętam już niestety gdzie), którego autor zachęcał do tego by firma starała się wykorzystać pracowników, którzy aktywnie korzystają z social media.

Wg autora firma powinna wyszukiwać takich pracowników i włączać ich do zespołów zajmujących się social media, albo nie nakładać na nich ograniczeń. Jeżeli pracownik utożsamia się z firmą, jej wartościami to jest świetnym ambasadorem tej firmy w social media, wśród znajomych itd.

Takie podejście oczywiście wymaga wzajemnego zaufania, ale może przynieś z czasem duże korzyści. Większe niż inwigilacja i ograniczanie.

Z tym tematem powiązana jest też tematyka zatrudniania pracowników. Tak jak piszesz w dzisiejszym świecie każdy powinien dbać o swoją markę osobistą. Niech nikt się nie dziwi, że nie zostanie przyjęty do pracy, gdy na profil w NK wrzuca zdjęcia z „konkursów”: „kto więcej wypije” lub „kto więcej pokaże”.

23 sierpnia, 11:48 am
Dawid Pacha

Zgadzam się z wszystkim co powyżej. Wraz z kolejnym empowermentem pracowników, pracodawcy powinni liczyć się ze swoimi pracownikami. Jak pokazał case Pizzy Domino, wpadka pracowników przy zasięgu Social Media może się odbić bardzo poważnie na wynikach finansowych firmy.

Z drugiej strony nie interpretowałbym negatywnie badań Office Team. Co z tego, że niecała połowa nie chce przyjaźnić się na Facebooku ze swoimi pracodawcami/pracownikami? Przecież od tego są LinkedIn, Goldenline albo narzędzia Social Media, które wielkie marki stosują na swój własny użytek (przykład IBM, który ma własny serwis przypominający Facebooka). Pamiętajmy, że w jesteśmy osobami prywatnymi i mamy prawo do odwzorowywania naszej prawdziwiej sieci społecznej, opartej na życiu prywatnym, prawdziwych relacjach przynajmniej na jednym serwisie (i takim jest moim zdaniem Facebook) .

N-K jest serwisem nie nastawionym na prywatność. Dlatego bez problemu w 2 minuty znajdujemy tam kompromitujące zdjęcia. Dopóki ludzie nie nauczą się, że jest coś takiego jak ustawienia prywatności albo właściciele serwisów nie ustawią profili jako prywatnych domyślnie, dopóty będziemy słyszeć o wpadkach z kompromitującymi materiałami na profilu, które widzą pracodawcy.

24 sierpnia, 10:54 am
kprzewuska

Coś dziś różne wpisy giną – napisałam wcześniej, że best practices, ciekawe, na temat social media udostępnili SAP: http://socialmediatoday.com/SMC/108483 i Ford: http://www.socialmedia.org/blog/ford-supporting-positive-online-word-of-mouth-live-from-blogwell/

24 sierpnia, 11:46 am
kprzewuska

@Dawid Pacha Nasza-klasa udostępniła możliwość zarządzania ustawieniami prywatności później i pewnie wiele osób nie widziało potrzeby zmieniania czegokolwiek. Może podobnie było z Facebookiem i stąd wynikają problemy. Faktem jest, że ustawienia prywatności trzeba kontrolować non-stop. Ostatnio się zorientowałam, że zdjęcia przesyłane na Facebook z aplikacji mobilnej są udostępniane wszystkim, pomimo odpowiednich ustawień w albumach zdjęciowych.

Jeśli chodzi o badania Office Team to moim zdaniem lepiej dać sobie i swoim znajomym prawo do bycia asertywnym, aniżeli rozważać, co wypada, a czego nie wypada. Indywidualne zastosowanie serwisów społecznościowych określają ich użytkownicy – dla jednych Facebook jest serwisem prywatnym dla innych Nasza-Klasa – trudno zgadnąć :)

24 sierpnia, 1:43 pm
Luiza Jurgiel

Dyskutowałam ostatnio z jednym studentem, który był oburzony tym, że googluję ludzi i będę to samo robić z pracownikami, ktorych być może będę w przyszlości zatrudniać. Wg niego to, co mój pracownik mówi, myśli i robi po 17:00 nie może mnie obchodzić i nie mam prawa mu zwrócić na to uwagi.

Ja jestem przeciwnego zdania – klient, który będzie się zastanawiał czy wybrać moją agencję i mój team kreatywny nie zadzwoni do mnie po więcej informacji lecz wstuka nazwiska poszczegolnych osób. Nie wiem czy będzie zadowolony kiedy na GoldenLine zobaczy, że mój pracownik należy do grupy Seks w pracy czy używa nagminnie wulgaryzmów w sieci.

ale zakladanie szpiega na komputer – o nie.

Kolega powoływał się na wolność osobistą i twierdzil, że w cywilizowanym świecie stanęłabym przed sądem jeśli ktoś by mi udowodnił, że wypowiedzi pracownika w sieci mają jakikolwiek wpływ na to jak postrzegam pracownika.

4 września, 1:28 am
kprzewuska

można się buntować… albo nie korzystać z mediów społecznościowych :) ))

4 września, 7:44 am

POWIADOMIENIA O NOWYCH ARTYKUŁACH



TWITTER

Dziękujemy za dodanie adresu email!

Blog oraz biuro prasowe

Tylko Blog Tylko biuro prasowe